sobota, 4 lutego 2012

z mrocznej strony istnienia

Tytułem wstępu. Nie wiem do końca co spowodowało takie natchnienie i taką interpretację, czy to,że mój mąż od dłuższego czasu ma manię oglądania horrorów powstałych na przestrzeni czasów,czy życie po prostu i mały powrót do wspomnień. Bo któż z nas nie nosi jakiegoś bólu w sobie. Kiedy to czuliśmy się tak jakby ktoś przeciął nasze niebo, kiedy nawet ono krwawiło wraz całym naszym istnieniem...Kiedy zamiast białych skrzydeł anielskich spadały na nas czarne skrzydła bólu i otaczały całe jestestwo, kiedy trudno było patrzeć w lustro, kiedy zamykaliśmy się w sobie na cztery spusty, a przez dziurkę od klucza sączył się ból istnienia... Bo takie jest życie, czasem bardzo boli... Na szczęście każdy ból mija, czas, stary lekarz zna swoja robotę... Nie potrafimy zapomnieć, ale potrafimy zepchnąć go wgłąb siebie, na tyle daleko, by umieć żyć obok niego i umieć cieszyć się, być szczęśliwym, kochać... Czasem powraca pod wpływem chwili- dziwnie skonstruowany jest człowiek- ale wspomnienie jego boli już inaczej, bo wiemy,że minął,że...jest uwięziony gdzieś głęboko w nas, że nie powróci., bo "nic dwa razy się nie zdarza.." Dzięki niemu jednak potrafimy chyba bardziej docenić: jasność dnia; radość codzienności choćby najmniejszą;człowieka ,który jest obok nas...Dostrzec pewne rzeczy wyraźniej, mocniej, pełniej... I kiedy w cieple i bieli anielskich skrzydeł serca człowieka, ludzi dla których staliśmy się ważni spojrzymy na te czarne bólem , uwięzione w klatce wspomnienia mamy do nich dystans..." bo ważne są tylko te dni,których jeszcze nie znamy, ważne te na które czekamy"...:)
I chyba to chciałam powiedzieć....







Jako tło i inspirację wykorzystałam zdjęcie Mileny / zapraszam do obejrzenia Fotografii ślubnej na Śląsku www.milenasobieraj.blogspot.com / mam nadzieję,że nie zastrzeli mnie z jego interpretację :)
Nie ukrywam też ,że praca jest zainspirowana twórczością Drychy, kto nie zaglądał, niech zajrzy koniecznie. Mnie wciągnęło :) i zazdroszcze wszystkim, którzy byli i będą na jej warsztatach.

5 komentarzy:

  1. Kochana Edyto! przez Twoje prace.. będę musiała chyba zaprzestać normalnego papierowego kartkowania!!!Tak mi się Twoja zabawa podoba, że od kilku dni moje myśli krążą tylko wokół ubrudzenia sobie rączek. I chyba się wproszę n a kawę z małym kursem brudzenia tych rączek;P
    Ta praca i poprzednia mix mediowa sprawia,że miękną mi ręce...dosłownie!!

    OdpowiedzUsuń
  2. o mamo!! ale cudo, aż mi mowę odjęło...

    OdpowiedzUsuń
  3. :/ wcięło mi komentarz, który zostawiłam wcześniej, może to ta mroczna strona zadziałała ;) Edi, to jest obłędne! Nie mogę doczekać się jutrzejszego paćkania z Drychą i będę zaczynała swoją przygodę z brudzeniem rąk a Ty będziesz mnie konsultowała :) Mroczne cudeńko, luuuubię :) Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. ja zwariuje czy ty czasem sypiasz ???? piękna praca chociaż mroczna.

    OdpowiedzUsuń

Wasze słowa to moje skrzydła! Dziękuję!