czwartek, 14 lipca 2011

CZEKOLADOWE PUDEŁKO

dodajmy stare...


A oto jego krótka historia.


Było to tak: Qrczak zainspirował mnie do wykonania pierwszej w życiu przecierki-znaczy zestaw: świeczka + papier ścierny tudzież paznokieć. No i się skusiłam. Miało być pudełko dla Mamy.Zrobiam brązowy, czekoladowy podkład,na to kolor kości słoniowej, a wcześniej oczywiście świeczki pół kilo... no i jak ja to zdrapałam to... ;/ Jak to mawiał mój Tato "Amerykańska automata do wiązania krawata co się namęczył co się natrudził, koszulę podarł,krawat pobrudził" no i tak też było z tym pudełkiem.. Czym więcej poprawiałam, tym gorzej wyglądało i się bardziej wściekałam na swoja nieudolność niby kontrolowanych przetarć- dochodząc do wniosku, ze co jak co ale kontrolować się-ich nie potrafię... Pomyslałam nawet , ze w smietnik wrzucę to pudelko i przynajmniej nerwicy miec nie będę... No ale zostawiłam... Aaaa zapomniałam dodać, że nie miałam do końca pomysłu na resztę... Zostawiłam, a sama dostając pierwszy od niepamiętnych czasów wolny wieczór poszłam na spotkanie scrapkowe do Decou . Miałam więc okazję poooooglądaaac tysiące serwetek- nosząc w głowie obraz nieszczęsnego pudełka. I wtedy znalazłam ją.. tę czekoladową i już oczami wyobraźni wtopiłam ją w te nieszczęsne przetarcia. Tak więc wczoraj zamiast jakiegoś scrapa czy kartki pospotkaniowej wzięłam się za pudełko. Efekt poniżej ...

































... jakoś wyszło :) najważniejsze, że życie pudełka zostało uratowane i nie skończy w koszu... hmm... póki co, bo czy Mamci się spodoba to nie wiem :P

1 komentarz:

Wasze słowa to moje skrzydła! Dziękuję!