A zaczęło się od.... bałaganu nieustannego, przede wszystkim w szufladzie w której niby wszystko ma swoje miejsce w koszyczkach,ale tak naprawdę to wciąż i nieustannie robi się tam mix totalny i nic swojego miejsca nie ma. Szuflada jest pod blatem sekretarzyka i jak mam góre otwartą to w szufladach wszystkiego szukam poomacku.Dlatego chodzi mi po głowie,by choć maleńki kącik wygospodarować na swoje cudaczkowanie, takie małe atelier,gdzie będę miała wszystko czego potrzebuje pod ręką. I tak oto narodziła się myśl, która przybrała kształt w empiku,gdy zobaczyłam takie właśnie pudełeczka i to za 8 zł- niestety tylko dwa :( . No i by zachować ciągłość Afryki i brązu w tym naszym pokoju powstał taki przybornik, pierwszy z przeznaczeniem na akwarele. No i tu zaczął się PROBLEM, bo wymyslilam sobie,ze będzie on podpisany- zgodnie z przeznaczeniem każdy, no i podpisałam przyklejając drewniane literki i... ja naprawdę nie wiem jak je pomalować, brąz odpadł i jasny i ciemny bo zlał się z tłem więc zamalowałam na czarno, bo wydaje sie być to jeszcze w miarę,ale... to wciąż nie to i nie wiem co z nimi zrobić...
mam beznadziejne światło w pokoju i zdjęć nie da się przy nim robić jak widać :/



wyglądają z bliska tak:
i co mam zrobić, ma ktoś jakiś pomysł? Jest tych liter za dużo i zawsze będzie się zlewać z daleka, ale mimo wszystko coś mi tu nie pasi...

a się uparłam z tym podpisywaniam...:/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wasze słowa to moje skrzydła! Dziękuję!